Oświadczenie Biura Prasowego DasCoin ws. publikacji w DGP

Na  łamach piątkowego wydania Dziennika Gazety Prawnej (nr 174) oraz na  portalu internetowym dziennik.pl (link) ukazała się publikacja autorstwa  redaktorów Patryka Słowika i Jakuba Styczyńskiego pt. Piramidy rosną pod „czujnym” okiem PIS, w której zawarte są nieprawdziwe bądź  zmanipulowane informacje na temat kryptowaluty DasCoin.

Chodzi przede wszystkim o stwierdzenia i komentarze:

(…) DasCoin to jedna z największych piramid finansowych działających w Polsce” – oraz w sumie ośmiokrotnie powtórzonych podobnych stwierdzeń w rodzaju „schemat Ponziego”, „pseudoinwestycja”, „oszukańczy proceder”.

Uderzające jest, że na poparcie tych krzywdzących sformułowań dziennikarze nie podali żadnych dowodów ani źródeł. Dla uważnego czytelnika oczywiste jest, że twierdzenia te są nieprawdziwe, skoro sami dziennikarze przyznają, że np. UOKiK interesuje się DasCoinem już od ponad roku, jednak nie wydał do tej pory żadnej decyzji. Dziennikarze nie podają natomiast, że przedstawiciele DasCoina ściśle współpracują z organami regulacyjnymi: prowadzą aktywną korespondencję oraz odbywają oficjalne spotkania. W trakcie tych kontaktów nigdy nie padło oskarżenie o działalność piramidy finansowej, nie mówiąc o „oszukańczym procederze”, wobec czego DasCoin traktuje tego rodzaju informacje jako pomówienie.

Jak każda kryptowaluta, aby być cokolwiek warta, musi być wymienna: albo na pieniądze, albo na towary. Na co zaś można wymienić DasCoin? Na nic.

Ciekawym zbiegiem okoliczności jest opublikowanie powyższego twierdzenia w dniu, w którym ruszyła platforma Das33, która pozwala na finansowanie start-upów właśnie za pomocą DasCoinów. Po trzech dniach od jej uruchomienia, wpłaconych zostało już ponad 30 mln DasCoinów, stanowiących równowartość około 1,5 mln Euro, które użytkownicy przeznaczyli na tokeny premiowe niemieckiej spółki GreenStorc działającej w branży energii odnawialnej.

Warto dodać, że obecnie testowana jest także usługa płatności kartowych, pozwalająca na płatności za pomocą DasCoina, a droga dojścia do powszechnie dostępnego systemu transakcyjnego została dokładnie opisana w dokumencie publicznie dostępnym pod tym adresem – jak można łatwo ustalić, start usługi pod nazwą DasPay jest zaplanowany na pierwszy kwartał 2019 roku.

Pisaliśmy, że za DasCoinem nie kryje się żaden produkt. Nie można też mówić o kryptowalucie, gdyż ta powinna być zdecentralizowana i co do zasady można nią płacić za towary. DasCoin jest zaś niewymienny. Co z tego, że jest notowany na giełdach kryptowalut o marnej reputacji, skoro nie da się go sprzedać?

Wprost trudno uwierzyć, jak dziennikarze DGP mogą twierdzić, że DasCoina nie można sprzedać, jednocześnie przyznając, że jest on notowany na giełdach (dodajmy: na czterech giełdach: IDAX, BTC Alpha, CoinFalcon oraz EUBX, a wkrótce trafi na jedną z największych giełd kryptowalut CoinBene), a nawet cytując jednego z byłych współpracowników, który ogłosił, że swoje DasCoiny, a jakże, sprzedał.  W tym kontekście nazywanie DasCoina „przekrętem”, to kolejne jawne pomówienie. Jest ono o tyle czytelne, że DasCoin spełnia kryteria waluty wirtualnej zawarte w ustawie z dnia 1 marca 2018 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu.

Pozostałe fragmenty artykułu stanowią gołosłowne spekulacje, co nie dziwi, gdyż przez 18 miesięcy, na przestrzeni których autorzy publikujący ciągle te same nieprawdziwe tezy ani razu nie podjęli próby kontaktu z Zarządem DasCoina.  

Mimo to zachęcających do wykupienia licencji na wydobycie wirtualnej waluty, by móc ją później sprzedać, nie brakuje. Od każdego, kto da się przekonać, namawiający otrzymuje prowizję. Ile? Dokładnie nie wiadomo. Mówi się, że profesjonalni naganiacze mają stawki od 10 do nawet 30 proc. wpłaconych środków.

Po pierwsze, informacje na temat prowizji nie są żadną tajemnicą i wynikają z tzw. Planu Wynagrodzeń – aby je uzyskać, wystarczyło wystąpić z oficjalną prośbą. Prowizje, o których tak nieprzychylnie wypowiadają się dziennikarze, to jedna z form udziału w zyskach z funkcjonowania DasEkosystemu, które obiecywał jego uczestnikom cytowany w artykule Prezes Spółki Michael Mathias. Dziwi, że realizacja obietnic zdaje się być solą w oku redaktorów DGP. Po drugie, stwierdzenie dotyczące „licencji na wydobycie” ma niewiele wspólnego z prawdą. W rzeczywistości licencje, sprzedawane przez zupełnie inną spółkę działającą pod marką NetLeaders, dają prawo do korzystania z różnych produktów i usług, przede wszystkim z oprogramowania, ale także z tzw. systemów CRM służących do zarządzania komunikacją. Dodatkowo umożliwiają dostęp do platformy Das33 na preferencyjnych warunkach. Uzyskanie kryptowaluty to tylko jedna z opcji, jaką dają licencje. Po trzecie, stosowanie pogardliwego określenia „naganiacze” w stosunku do osób, które uczciwie wykonują swoją pracę i których działalność jest w pełni legalna, jest krzywdzące i nieetyczne.

Łącznie do twórców piramidy z samej Polski trafiło ponad 100 milionów złotych.

Także powyższe stwierdzenie, niepoparte żadnym źródłem, można uznać wyłącznie za przejaw szafowania tanią sensacją, całkowicie oderwaną of faktów. DasCoin to nie piramida, lecz kryptowaluta; nie istnieje mechanizm przewidujący „trafianie pieniędzy do twórców”; zupełnie nie wiadomo, skąd autorzy wzięli informację na temat mitycznych 100 milionów złotych, ani do czego ta kwota się odnosi. Dla porządku należy stwierdzić, że środki pozyskiwane przez Spółkę przeznaczane są zasadniczo na trzy kategorie wydatków: rozwój technologii, marketing oraz działalność operacyjną.

Wszyscy, którzy zaufali twórcom systemu, chcą dziś odzyskać część pieniędzy. A ile są warte zapisy na wirtualnych kontach inwestorów? Nic. Bo nikt nie chce wirtualnych monet DasCoina kupować. Wszyscy marzą o tym, by je sprzedać.

Powyższe twierdzenie jest całkowicie gołosłowne: brak informacji na temat choćby jednej osoby, która miałaby ochotę sprzedać DasCoiny, lecz nie mogłaby tego zrobić.

Tajemnicą poliszynela jest to, że w wielu państwach organy nadzoru finansowego lub ochrony konsumentów zapowiedziały twórcom DasCoina, iż nie radzą im rozpoczynać na ich terytoriach swego przedsięwzięcia i promować go, bo źle się to dla nich skończy.

Zaskakujące jest, że z braku źródeł, redaktorzy DGP postanowili sięgnąć po „tajemnicę poliszynela”. Tymczasem, skoro autorzy powołują się na stanowiska organów nadzoru, to stanowiska takie powinny mieć przecież charakter publiczny – takie źródła jednak nie występują.

Twarzą DasCoin jest Anna Hejka.

Anna Hejka, która niedawno zmarła, nie może się już bronić. Stając w obronie Jej dobrego imienia, należy po pierwsze wyjaśnić, że nigdy nie była ani „twarzą” firmy ani jej „promotorką”, a pełniąc funkcje doradcze nie wypowiadała się publicznie w imieniu naszej Spółki. Natomiast sugerowanie podejmowania przez nią jakichkolwiek zabiegów polegających na szukaniu kontaktów z władzami jest zwyczajnie niesmaczne.

Komentarza wymaga również sam kontekst, w jakim pojawia się nasza spółka. DasCoin zawsze był i pozostaje firmą apolityczną, nieszukającą kontaktu z przedstawicielami żadnej partii politycznej. Zawarta w tytule sugestia zawierająca zarzut prowadzenia – zdaniem samych tylko autorów – nielegalnej działalności pod polityczną kuratelą rządzącej partii stanowi nadużycie, od którego DasCoin się odżegnuje i które potępia.

Wreszcie, nieprawdą jest, jakoby dziennikarze nie mogli otrzymać odpowiedzi na swoje pytania, czy też oficjalnego stanowiska. Spółce nic nie jest wiadomo na temat jakichkolwiek podejmowanych prób kontaktu z przedstawicielami DasCoina. Jednocześnie Spółka zaprzecza, aby kiedykolwiek formułowała wobec DGP ostrzeżenia, czy też zapowiadała pozwy; można odnieść wrażenie, że redakcja DGP celowo prowokuje do medialnego procesu sądowego. DasCoin, jako waluta zaufania, czuje się jednak zobowiązany do tego, aby z mediami rozmawiać, dlatego nadal oczekuje na rzeczową rozmowę – także z redaktorami DGP.

Z wyrazami szacunku

Biuro Prasowe DasCoin

Dodaj komentarz